Lubliniec - Ocalić od zapomnienia

enfrdeitptrues

Piekarniok z Dziewczej Góry

Piekaniok z Dziewczej Góry

Autor: Piotr Serafin

W pobliskiej Dziewczej Górze na głównym skrzyżowaniu w tej miejscowości można zobaczyć małą, niepozorną budowlę. Kiedyś były one bardzo często spotykane na podwórzach familoków na całym Górnym Śląsku. Dziś stoi tam zapomniany i zapuszczony, bo latem ciężko go zauważyć w gęstwinie krzaków.


Piekarniok na Dziewczej Górze

Jest to po naszymu „piekarniok”, albo inaczej piekarok”. Obie te śląskie nazwy funkcjonowały kiedyś w odniesieniu do wolno stojącego niewielkiego, kwadratowego budynku z kominem, mieszczącego piec chlebowy. Zasadniczo składał się z przedsionka i pieca. Ten w Dziewczej Górze spełniał też jednocześnie funkcję „wędzarnioka”, gdyż posiadał dodatkową komorę, umieszczoną nad właściwym piecem, służącą właśnie do tego celu.

 
Piekarniok z Dziewczej Góry

Być może jest to więc dodatkowy atut tej naszej zapomnianej budowli, gdyż nie spotkałem się z taką konstrukcją w innych miejscach. Chleb ma wyjątkowe znaczenie w naszej tradycji, a szacunku do niego często uczyli nas starsi. Do dziś dnia w niektórych domach kawałek chleba, który upadł na ziemię, całuje się i przeprasza. Nawet okruszki nie mogły się zmarnować i były wykorzystywane jako pokarm dla zwierząt lub ptaków. Chlebem nie można się było bawić nawet dzieciom, które chętnie przecież robiły z niego kulki lub postacie. Do dziś niektórzy pilnują, aby nie odwracać chleba „do góry nogami” i oburzają się, gdy ktoś wbija nóż w bochenek. Nie można też wyobrazić sobie dożynek bez okazałego, pięknego bochna, a szczególnie szanowanych gości wita się chlebem i solą.

Chleb taniej było zrobić samemu, a gdy liczył się każdy grosz zaczęto powszechnie stawiać piekarnioki. Były one zazwyczaj wyposażone w przyrządy do rozniecania ognia i wypiekania chleba, takie jak: łopaty do wkładania i wyjmowania wsadu z pieca, dzierżę (naczynie do wyrabiania ciasta), miskę i specjalną szczotkę do zwilżania gorącego pieczywa wodą z jajkiem dla uzyskania połysku. Niekiedy były też wyposażone w domowe żarna do mielenia zboża.


Domowe żarna do mielenia zboża

Tam, gdzie chleb był posiłkiem powszednim, zwykle pieczono go raz na tydzień. Gospodyni zaczyniała ciasto na ogół w piątek. Przez noc przykryty zaczyn kisł w ciepłym miejscu, a w sobotę rano po sprawdzeniu, czy w zaczynie pojawiły się bąbelki i czy wydziela się z niego lekko kwaśny zapach przystępowała do wyrabiania ciasta. W tym czasie należało rozpalić piec. Komorę pieca nagrzewało się przez trzy godziny, paląc w niej dobrze wysuszonym drewnem. Następnie żar i popiół usuwano „pocioskiem” zwanym też „kosiorem”, składającym się z drążka i pionowej deseczki. Później lasowano dno komory uwiązaną do żerdzi mokrą ścierką („pomietła”). Bochenki robiono na stolnicy lub w ręku i wkładało do słomianych foremek – „słomionek”, gdzie pozostawały do wyrośnięcia.


Ponownie uruchomiony XIX-wieczny piekarniok z Rudy Śląskiej

Chleb trafiał bezpośrednio do odpowiednio nagrzanego pieca, co sprawdzało się nasypując trochę mąki do komory. Wypiek trwał od jednej do dwóch godzin. Sam proces produkcji chleba zasadniczo wyglądał tak samo w dużej piekarni, co miałem okazję widzieć wielokrotnie jako dziecko będąc synem piekarza.


Odtworzone wnętrze starej piekarni

Na Śląsku piekarniok nie służył tylko do wypieku chleba i kołoczów, bo był także miejscem i okazją do spotkań towarzyskich mieszkańców. Dobrze upieczony chleb był największą dumą gospodyni. Powszechnie uważano, że dopóki panna nie potrafi chleba upiec, dopóty nie nadaje się do małżeństwa. Myślę, że w dzisiejszych czasach mielibyśmy tłumy starych panien. Niestety, dziś większość pieców chlebowych bezpowrotnie zniknęła z krajobrazu. Spośród dawnych przydomowych piekarni zachowały się jedynie pojedyncze sztuki. Niektóre trochę symbolicznie przetrwały służąc za przydrożne kapliczki. Taką kapliczkę z przerobionego piekarnioka można zobaczyć np. w Rudzie Śląskiej.


Dawny piekarniok, a dziś kapliczka w Rudzie Śląskiej.


Wnętrze kapliczki w Rudzie Śląskiej

Stojąca niedaleko dawnej leśniczówki po drugiej stronie osady Dziewcza Góra Kapliczka Myśliwska św. Huberta to również efekt przebudowy starego piekarnioka. Była to podobno bliźniacza konstrukcja do tej opisanej na wstępie tego artykułu.


Kapliczka św. Huberta na Dziewczej Górze

Proszę zajrzeć do środka i obejść ją dookoła to sami zobaczycie, że coś jest na rzeczy, bo większość miejsca w środku zajmuje dawny piec chlebowy z zamurowanymi drzwiczkami.


Wnętrze i witraż w kapliczce myśliwskiej św. Huberta.

Na podstawie:
https://rudaslaska.naszemiasto.pl/piekaroki-w-rudzie...
https://jura.travel/article/1019044/slaskie-pachnace-chlebem